Recenzja „Światło, którego nie widać” Anthony Doerr

Książkę tą dopiero co skończyłam i już piszę recenzję żeby podzielić się z Wami moimi wrażeniami. To jedna z piękniejszych i wymagających książek, które przeczytałam w tym roku. Inni płakali jak bobry czytając ją, mi spłynęło po policzku kilka łez. Nie zmiażdżyła mnie, nie rozjechała, jestem w jednym kawałku. Ta książka sprawiła, że zaczęłam myśleć o tym jak niesprawiedliwy jest świat i o tym jak wojna może niszczyć marzenia ludzi, ale też o tym jak piękne jest dobro w rzeczywistości, w której dzieje się tyle złego…

Wielkie słowa uznania dla pisarza, Anthon’ego Doerra, „Światło, którego nie widać” pisał dziesięć lat, poświęcił tej książce dużo czasu, uczucia i pasji. Powstała bardzo ambitna, mądra i piękna powieść, którą nie sposób zapomnieć.

Ta książka wyróżnia się przede wszystkim nietuzinkową fabułą. Bohaterami tej historii są: Marie-Laure, niewidoma dziewczyna mieszkająca w Paryżu ze swoim ojcem oraz Werner, który wraz z swoją siostrą Juttą mieszka w sierocińcu w Niemczech. Po wybuchu wojny, kiedy Niemcy zajmują Paryż Marie-Laure wyjeżdża do Saint Malo, gdzie mieszka u stryjecznego dziadka i madame Manec. Werner od najmłodszych lat zadawał bardzo dużo pytań, które zapisywał w swoim notesie. Był bardzo bystry i interesował się nadajnikami radiowymi. Ponieważ Werner potrafił naprawić każde radio został wysłany do wojskowej szkoły żeby w przyszłości służyć w elitarnej jednostce Wermachtu. W sierpniu 1944, w czasie bombardowania Saint Malo losy Marie-Laure i Wernera się splotą.

To wymagająca skupienia powieść. Sama tematyka utworu, wojna, to nie jest łatwy temat, dlatego polecam tą książkę osobą, które szukają książki do przemyśleń i refleksji. Język powieści nie jest trudny, łatwo mogłam sobie wyobrazić świat przedstawiony. Krótkie rozdziały sprawiają, że czyta się ją szybko, jednak z uwagi na ilość stron (634) czytałam ją kilka dni. Ze względu na obszerność tej książki miałam wrażenie, że już za chwilę zacznie dziać się „coś więcej”, że wkrótce poznam tajemnicę tej książki, ale niestety trzeba było przeczytać większość żeby zrozumieć co skrywa ta historia. Co do zakończenia to powiem, że oczekiwałam „czegoś większego”, jakiś fajerwerek, w zamian dostałam bardzo życiowe, prawdziwe zakończenie i to chyba ono wprowadziło mnie w nastrój melancholii po przeczytaniu.

„Co wojna zrobiła z marzycielami…” Ten cytat najlepiej oddaje ducha tej książki. To niesprawiedliwe, że zdecydowana większość ludzi żyjących w współczesnym świecie ma tyle możliwości rozwoju i realizacji swoich marzeń i tego nie docenia. Ludzie żyjących w czasach wojny nie mieli wyboru, musieli walczyć albo w imię ideologii, której nawet nie uznawali albo z osobami, które do wyznawania tej ideologi ich zmuszały…

„Kim ty mógłbyś być…”

To bardzo, bardzo, bardzo piękna książka i cieszę się, że ją przeczytałam. I kiedy odkładam ją teraz na półkę, myślę, że to cenny diament w mojej kolekcji brylantów 🙂

Przepraszam za długą nieobecność 🙂

IMG_20160812_175132

 

 

Reklamy

Recenzja „Czerwona Królowa” i „Szklany Miecz” Victoria Aveyard

Tym razem zrecenzuję dwie moje ulubione książki! Będą to: „Czerwona Królowa”, książka nagrodzona tytułem Książki Roku 2015 lubimyczytać.pl w kategorii Fantastyka, pierwsza książka z serii i „Szklany Miecz”, czyli kontynuacja bestsellerowego pierwszego tomu. To są tego typu książki, po których ma się tzw. „książkowego kaca”, trudno dojść do siebie, a tym bardziej czytać inne książki. I gdy już wyrwałam się z tego odrętwienia i rozmyślań nad zakończeniem „Szklanego Miecza”, które było totalnie miażdżące, pomyślałam sobie, że warto było by podzielić się z Wami moją oceną, a przede wszystkim polecić tą książkę wszystkim, którzy jeszcze jej nie czytali. Niech lecą w te pędy do księgarni 😀

Victoria Aveyard urodziła się w małym miasteczku w Massachusetts.Wyjechała do Los Angeles żeby studiować na Uniwersytecie Południowej Kalifornii. Jest pisarką i scenarzystką. I uwaga! Autorka przyznała, że jej zamiarem przy pisaniu „Czerwonej Królowej” było stworzenie książki, która doczeka się ekranizacji. A z tego co wiem, kupiono już prawa do ekranizacji tej pozycji. Gdybym rzeczywiście mogła zobaczyć tą książkę na wielkim ekranie to by było coś cudownego! Marzenie ❤

Przenosimy się do świata Norty. Kraju, w którym rządzą podziały. Są Srebrni i Czerwoni, segreguje się ich ze względu na kolor krwi. Srebrni to ludzie posiadający niezwykłe moce, są bogaci, mają władzę, potęgę i sławę. Czerwoni to zwykłe szaraki od brudnej roboty, są wysyłani na wojnę, w którą nawet nie wierzą, żeby zginąć na froncie. Mare Barrow to Czerwona siedemnastolatka, złodziejka, którą już za rok czeka pobór do wojska. Robi wszytko aby uchronić przed tym strasznym obowiązkiem siebie i swojego najlepszego przyjaciela. Poznaje kogoś, kto jej pomaga. Dostaje prace w pałacu i wtedy jej życie wywraca się do góry nogami. Odkrywa, że ona również ma cudowną moc, pomimo tego, że jest Czerwona. Od tej pory nie zazna już spokoju, a Król wymyśli sposób żeby zawsze mieć ją pod kontrolą. Mare jest jednocześnie Czerwona i Srebrna. Jest niebezpieczna bo może zmienić świat, w którym przyszło jej żyć…

Czytają „Czerwoną Królową” myślałam sobie: „Kolejna dystopia, utarty schemat, nic mnie nie zaskoczy…” O jakże bardzo się myliłam! Tak, to racja, że na pierwszy rzut oka wydaje nami się, że to już wszystko było. Mojej przyjaciółce mówiłam, że to trochę połączenie „Selekcji” Kiery Cass i „Dotyku Julii” Tahereh Mafi, niektórzy zauważają podobieństwa do innych znanych dystopii, moje zdanie na temat tej książki zmieniło się gdy przeczytałam zakończenie „Czerwonej Królowej” i gdy już o tym mówię chcę powiedzieć, że wtedy byłam strasznie zła na autorkę, na to co zrobiła z pewną postacią <nie będę Wam tu spoilerować z którą xD> i jednocześnie chciałam ją wyściskać za to że ta historia którą stworzyła, dostarczyła mi tylu emocji. Książka mówi o tym, że w życiu są wartości, za które warto oddać życie. Ta walka o równość wszystkich ludzi jest godna podziwu. Niestety nie wszytko jest takie proste jakby się wydawało. W książce często przewija się zdanie „Każdy może zdradzić każdego” i to zadnie najlepiej oddaje ducha tej książki, z ciężkim sercem muszę to przyznać…

Ukochane książki! Tak! Bo rozdzierają serce, bo zmuszają do refleksji, bo są takie prawdziwe i nie przekoloryzowane, bo wątek miłosny swoją delikatną postacią roztapia serce. Przede wszystkim czekam teraz na trzeci tom serii, który jest konieczny, żeby historia była pełna i ślicznie zwieńczona taką „wisienką”, tego oczekuje od następnej książki. Nie mogę się doczekać na polską premierę, niestety nikt jeszcze nie mówi o żadnej dacie… 😦 Ale grunt, że ma być na pewno! Polecam tą książkę, która kroi serce na cienkie talarki, ale jest naprawdę warta przeczytania jak żadna inna książka! *-*

Link do piosenki „The Red Queen” PETER AND JACOB, zwycięzców piątej edycji programu Must be the music, twórców tej piosenki zainspirowała książka „Czerwona Królowa” Miłego słuchania! 🙂

Peter and Jacob – The Red Queen

 

2016-07-18-16.08.17.jpg.jpeg

 

 

Recenzja „Niebezpieczne kłamstwa” Becca Fitzpatrick

„Niebezpieczne kłamstwa” to nie jest pierwsza książka tej autorki, którą przeczytałam. Wcześniej czytałam książki z sagi „Szeptem”, dlatego bardzo chciałam pożreć jej następną książkę, przede wszystkim ze względu na świetny styl Becci i kreowane przez nią postacie. Ta autorka ma do tego prawdziwy talent. Książka nie „przygniata” i nie mogę nazwać ją lekturą mojego życia, ale naprawdę wciąga. Świetna książka na lato, którą gorąco polecam.

Becca Fiztzpatrick ma na swoim koncie kilka naprawdę genialnych pozycji. Mówię tu o serii „Szeptem”, z tej serii, której każdy tom trafiał na listę bestsellerów New York Timesa, przeczytałam trzy tomy, czwarty, ostatni wciąż na mnie czeka :), „Black Ice”, książki którą mam w planie przeczytać i pozycji, którą teraz recenzuję, „Niebezpiecznych kłamstwach”. Becca od zawsze chciała pisać. Dla tego pragnienia porzuciła marzenia o zostaniu agentką CIA i pracę w służbie zdrowia. Obecnie mieszka w Kolorado, z mężem i dwójką dzieci. W wolnych chwilach uprawia jogging, kupuje buty i ogląda serialne kryminalne.

„Niebezpieczne kłamstwa” to książka o siedemnastoletniej dziewczynie, która zostaje świadkiem groźnego przestępstwa. Od tej pory jest objęta programem ochrony świadków, zostaje rozdzielna ze swoim chłopakiem, jej życie całkowicie się zmienia. Stella, bo tak teraz ma na imię, wyjeżdża z Filadelfii do małego miasteczka, Thunder Basin w Nebrasce. Wydaje się, że nigdy nie będzie mogła przyzwyczaić się do nowego życia. Coś zmienia się gdy poznaje Cheta. Sprawę pogarszają uczucia i kłamstwa, z których trudno się wyplątać…

Jak już wspominałam, uwielbiam styl Becci Fitzpatrick, jej powieści dosłownie połyka się w całości, nie pamiętając jak i kiedy się to stało. Co do bohaterów… Nie spotkałam autorki, która by za każdym razem stwarzała lepsze postacie męskie od Becci. To są po prostu chodzące ideały i można w kółko do nich wzdychać xD Natomiast co do kobiecych postaci, to tu bywa różnie. Stella jak i Nora z „Szeptem”, mogły być czasami irytujące, ale nie oszukujmy się, jest to dość częste zjawisko jeśli chodzi o literaturę młodzieżową. Nie sposób nie wspomnieć o klimacie miasteczka w książce „Niebezpieczne kłamstwa”, lekko kreślonym na wzór „południowych miasteczek”, gdzie wszyscy się znają, pomagają sobie, organizują razem festyny, a w niedzielę spotykają się po nabożeństwie na podwieczorek. Nie pierwszy to raz, gdy opis jakiegoś miejsca jest tak dobry, że chciałabym od razu tam się przenieść 😀 Stella jeździła mustangiem… I jak tu nie pokochać tej historii?

Podsumowując, „Niebezpieczne kłamstwa” to naprawdę książka warta przeczytania. Fabuła książki nie jest zbyt skomplikowana, jednak porusza dwa ważne tematy: uzależnienia i tego jak ono może zniszczyć życie nam i naszym najbliższym oraz czy powinniśmy dawać po raz kolejny szansę na poprawę drugiemu człowiekowi. Stella nie miała łatwego życia i w miarę jak poznawałam jej przeszłość, współczułam jej i starałam się ją zrozumieć. Być może jeszcze wrócę do tej książki, najprawdopodobniej ze względu na uroczego Cheta 😛 i tego wakacyjnego nastroju, a że mamy wakacje to się idealnie składa!

 

IMG_20160712_152332

 

 

 

Recenzja „Osobliwe i cudowne przypadki Avy Lavender” Leslye Walton

Zwykle nie czytam sag rodzinnych. W mojej biblioteczce przeważają młodzieżówki i fantasy oraz oczywiście dystopie. Ale w końcu trzeba wszystkiego spróbować. I spróbowałam. Historia rodu Avy mnie urzekła. Książka mówi o poszukiwaniu akceptacji wśród innych. Powieść tą, można określić „próbą zdefiniowania słowa miłość”, czy autorce udało się sformułować definicję miłości? Myślę, że każdy powinien przekonać się sam…

Leslye Walton to amerykańska pisarka mieszkająca w Seattle. „Osobliwe i cudowne przypadki Avy Lavender” to jej debiut literacki. Pomysł na tą powieść zrodził się w głowie Leslye podczas wyjątkowo zimnej ulewy, które często zdarzają się w Seattle, najbardziej deszczowym zakątku Stanów Zjednoczonych. Oprócz pisania książek, Leslye uczy w szkole średniej. Aktualnie pracuje nad kolejną powieścią, której jestem bardzo ciekawa.

Na pierwszej stronie książki „Osobliwe i cudowne przypadki Avy Lavender” jest drzewo genealogiczne począwszy na pradziadkach Avy, na tytułowej bohaterce skończywszy. Czytając, powoli poznajemy wszystkich członków rodziny, ich niezwykłe perypetie, odkrywamy tajemnice, a każda postać jest wyjątkowa i sprawia, że dosłownie płyniemy przez tą historię. Powieść napisana jest w stylu realizmu magicznego, tutaj elementy magii są wplecione w codzienne, szare życie mieszkańców XX-wiecznej Ameryki. Muszę przyznać, że klimat tych czasów został tutaj idealnie oddany. Główna bohaterka, Avy Lavender to dziewczyna, która urodziła się ze skrzydłami. Niektórzy uważali ją za niebiańskie stworzenie, inni za potwora, a ona tylko chciała być normalna, zaakceptowana przez innych… Koszmar Avy rozpoczyna się kiedy Nathaniel Sorrows, chłopak uważany za bardzo pobożnego, spotyka dziewczynę i bierze ją za anioła. Z czasem jego obsesja na jej punkcie rośnie i wydaje się, że nikt nie może jej przed nim ochronić…

„Osobliwe i cudowne przypadki Avy Lavender” różni się od książek, które przeczytałam do tej pory. To bardzo dojrzała powieść dzięki której zaczynamy się zastanawiać, czy naprawdę dostrzegamy miłość, którą obdarzają nas nasi bliscy czy tylko szukamy jej wyimaginowanej postaci. Może to trochę śmieszne, ale w powieści najbardziej podobały mi się klimat piekarni prowadzonej przez babcię Avy. Opisy pyszności sprawiały, że natychmiast musiałam zjeść coś słodkiego, a zapachy zdawały się przenikać przez kartki książki i sprawiały, że czułam się jak bym naprawdę stała w kolejce po rozpływające się w ustach ciastka lub chleb z chrupiącą skórką… No po prostu ślinka cieknie 🙂 Pozycja ta jest jak nasze życie, czasem smutna, czasem radosna i to sprawia, że pomimo tych nadprzyrodzonych wydarzeń zdaje się być taka prawdziwa. W pewnych momentach współczułam bohaterom ich straconych szans, błędnych wyborów i nieszczęśliwych miłości, ale ta książka uczy, że zawsze trzeba mieć nadzieję…

Podsumowując, ta pozycja niezaprzeczalnie jest osobliwa i cudowna. A okładka tej książki to jedna z najpiękniejszych jakie zostały kiedykolwiek wykonane. Po przeczytaniu zadaję sobie pytanie: Czy autorce udało stworzyć definicję miłości? Nie jestem pewna czy ową można ułożyć. Czego uczy ta książka, to właśnie to, że miłość jest kompletnie nieprzewidywalna i już dziś czas zacząć ją dostrzegać wokół siebie. Jednak co pewne, niektóre zdania w tej książce były naprawdę niesamowite i oddawały piękno miłości. Jest to raczej książka zmuszająca do refleksji i jeśli będę chciała przypomnieć sobie co to znaczy być innym lub porozważać brak logiki miłości, sięgnę po nią kolejny raz…

 

2016-07-05 12.15.06

 

 

Recenzja serii „Legenda” Marie Lu

Całą serię „Legenda” przeczytałam już chwilę temu, kiedy po pożarciu „Igrzysk Śmierci”, które notabene są jedną z moich ulubionych trylogii, zaczytywałam się w różnego rodzaju dystopiach. Uwielbiam czytać o państwach, w których władze zniewalają społeczeństwo, z którego grupa osób, rebelianci chcą walczyć o wolność. Takie książki sprawiają, że zaczynam doceniać to, że żyję w wolnym kraju i zmuszają mnie do zadania sobie pytania: Czy ja walczyłabym o wolność, gdyby ktoś narzucił mi swoje poglądy i zasady?

Marie Lu to amerykańska autorka dystopijnych powieści. Kiedyś była dyrektorem artystycznym firmy zajmującej się tworzeniem gier komputerowych, jest właścicielką Fuzz Academy. Na stworzenie historii June i Day’a, czyli głównych bohaterów „Legendy”, Marie Lu wpadła pewnego dnia, oglądając ekranizację „Nędzników” i zastanawiając się nad relacją między kryminalistą a detektywem. Seria „Legenda” to trylogia, na którą składają się: tom pierwszy „Rebeliant”, tom drugi: „Wybraniec”, tom trzeci: „Patriota”. Już została wydana, ale niestety nie przetłumaczona na język polski, książka opisująca wydarzenia sprzed „Rebelianta”, której tytuł brzmi: „Life Before Legend”.

Stany Zjednoczone w powieści Marie Lu nie są już jednolitym państwem. Podzieliły się na Republikę, leżącą na zachodzie i Kolonie, które teraz zajmują wschodnią część kraju. Oba te państwa toczą ze sobą odwieczną wojnę. June to piętnastolatka, która urodziła się w jednej z bogatych i elitarnych dzielnic Republiki. Jej rodzice nie żyją, wychowuje ją brat, Metias, który jest kapitanem w wojsku Republiki i pracuje dla władz, podobnie jak ich rodzice. June jest nazywana „Ukochanym, cudownym dzieckiem Republiki”, jest zdolna, inteligentna i oddana ojczyźnie. Day to chłopak żyjący na ulicy, wychowywał się w slumsach sektora Lake. Jest najbardziej poszukiwanym i najbardziej nieuchwytnym przestępcą Republiki. Gardzi rządem swojego państwa i nie chce podporządkować się obowiązującym zasadom. Ma jednak swoje pobudki i swoje własne zasady, nigdy przy żadnej akacji nie zabił człowieka. Dwoje kompletnie różnych ludzi. Ich losy krzyżują się w momencie gdy zostaje zabity Matias. Okazuje się, że Day był wtedy na miejscu zbrodni. Podejrzenia momentalnie spadają na przestępcę, który tak bardzo daje się we znak rządowi Republiki. June zajmuje się tą sprawą, jedyne czego pragnie to pomścić śmierć swojego ukochanego brata. Wydaje się, że nic nie może ją przed tym powstrzymać…

Serię „Legenda” naprawdę przyjemnie się czytało, może nie była taka zachwycająca jak np. „Igrzyska Śmierci”, ale można ją zaliczyć do tych „lepszych” książek. June to bardzo trzeźwo myśląca nastolatka i uważam, że te piętnaście lat to mocno zaniżony wiek, to samo tyczy się Day’a, ale to już sprawa autorki i ten wiek nie wpływa jakoś na fabułę, więc nie warto się nad tym zastanawiać. Najbardziej w książce podobała mi się właśnie relacja June-Day. Wpływ na to mają zapewne opowieści pisane zarówno z perspektywy dziewczyny jak i chłopaka. Autorka świetnie rozegrała tą kwestię. Również świat przedstawiony w „Legendzie” jest niesamowity. JumboTrony to wielkie ekrany rozmieszczone na całym terenie Los Angeles służące do wyświetlania zdjęć poszukiwanych przestępców i haseł propagandowych. Takie element sprawiają, że ten dystopijny świat jest niezwykły. Day w następnych częściach mógł być trochę irytujący i zbyt nad wszystkim się użalał, ale może to wina sytuacji w której się znalazł… Nie jest to jakiś duży minus tej serii.

Podsumowują: seria „Legenda” to udana trylogia, która może nie była tak zniewalająca jak innego tego typu powieści, ale taka, którą można czytać z dużym zaciekawieniem. W czasie pożerania powoli odkrywa się wszystkie tajemnice Republiki. Myślę, że jeszcze kiedyś wrócę do historii wybuchowej pary June i Day’a 🙂

 

 

2016-07-03 12.34.33

 

 

Recenzja „Ponad wszystko” Nicola Yoon

Wybierając książki do przeczytania w te wakacje, „Ponad wszystko” Nicoli Yoon było na samym szczycie mojej listy. O tej pozycji słyszałam wiele dobrych opinii i miałam wrażenie, że ostatnio wszyscy się w niej zaczytują więc pomyślałam: „Dlaczego ja miałabym jej nie przeczytać? Skoro jest taka dobra…”. Dodatkowo do przeczytania zachęciła mnie cudna okładka i napis widniejący na samej górze tejże okładki: Bestseller „New York Timesa”. Przed przeczytaniem podejrzewałam, że będzie to książka lata, po przeczytaniu to wiem i chciałabym podzielić się z wami moją oceną.

„Ponad wszystko” to debiut literacki Nicoli Yoon i muszę przyznać, że jak na pierwszy wydany utwór jest naprawdę świetny. Autorka już napisała kolejną powieść, również dla młodzieży: „The Sun Is Also The Star”. Nowa książka, tak samo jak „Ponad wszystko”, zostanie wydana nakładem Wydawnictwa Dolnośląskiego. Bardzo mnie to cieszy, bo jeżeli jest tak dobra jak jej poprzedniczka, z pewnością będę chciała zagłębić się z lekturę. Mąż Nicoli, David Yoon jest też pisarzem, ale również grafikiem. To on jest autorem ilustracji do „Ponad wszytko”, ilustracji które są tak przeurocze!

Książka opowiada o dziewczynie, Madeline Whittier, która jest uczulona dosłownie na wszystko. Nie wolno wychodzić jej na zewnątrz, a większość czasu spędza w swoim sterylnym pokoju z białymi meblami, albo w towarzystwie pielęgniarki lub mamy-lekarza. Krótko mówiąc: nie żyje jak typowa nastolatka. Nie ma przyjaciół, z którymi może się spotykać, uczy się rozmawiając z nauczycielami przez Skype’a, nie ma chłopaka… Pogodziła się ze swoim losem, jednak kiedy wprowadzają się nowi sąsiedzi wszystko się zmienia… Przez okno widzi ubranego na czarno Olly’ego. Jest jej całkowitym przeciwieństwem, może dlatego od momentu kiedy go ujrzała zaczęła żałować, że nie może żyć normalnie…

„Ponad wszystko” połknęłam w jeden dzień, czytało się ją w naprawdę ekspresowym tempie. Poniekąd dlatego, że jest dużo ilustracji, ale przede wszystkim ze względu na ciekawą fabułę. Oprócz opowieści z perspektywy Mady, w książce są również notatki z jej dziennika, osobiste zapiski. Czytanie tej książki to prawdziwa przygoda. Nie raz do przeczytania musiałam użyć lusterka, ponieważ tekst był tak napisany, że dało się go  odczytać tylko w jego odbiciu 🙂 Nie mogę pominąć wspaniałego opisu oceanu, czułam się tak jakbym rzeczywiście tam była, jego szum i zapach można było naprawdę poczuć. Wielkie ukłony dla autorki. Jednak największym plusem tej książki jest jej zakończenie, zaskakujące i kompletnie niespodziewane.

Podsumowując: „Ponad wszystko” to bardzo dobra książka, która nie ma banalnej fabuły jak by się mogło wydawać na pierwszy rzut oka. Książka opowiada o marzeniach, nadziei, tęsknocie i miłości ponad wszytko. Z pewnością przeczytam ją jeszcze kiedyś, w jakiś upalny, słoneczny dzień 🙂

 

2016-06-30 20.52.17

Książki, wakacje i porzeczki :)

Dzisiaj 24 czerwca. Oficjalnie rozpoczęły się wakacje! Zamieniamy podręczniki do nauki na książki od których nie można się oderwać, na pozycje czytane do drugiej w nocy, na serie, które na zawsze zostają w pamięci i cieszymy się, że nareszcie mamy na to wszystko czas.

Niedawno stuknęła mi szesnastka i zaczęłam zastanawiać się jak by tu przeżyć ciekawie te nadchodzące leniwe dni. Pomyślałam o stworzeniu bloga o najukochańszej i najbardziej kreatywnej czynności na świecie – czytaniu.

Chciałabym na tej stronie umieszczać recenzje książek, opinie, dzielić się z wami emocjami po przeczytaniu konkretnej lektury. Będę przeszczęśliwa gdy podsuniecie mi tytuły książek, które Was urzekły, podyskutujemy na temat przeczytanych pozycji, powiecie jakie są Wasze gusta literackie i co ostatnio przeczytaliście.

Teraz czytam „Zagrożonych” C.J. Daugherty, czyli pożeram cykl „Wybrani”. Cudne książki, wprost nie można się oderwać. Myślę, że już niebawem napiszę recenzję, a będzie ona miała jak najbardziej pozytywny charakter. Jeżeli ktoś jeszcze nie czytał to gorąco zachęcam bo warto! 🙂

Astronomiczne lato rozpoczęło się 20 czerwca, <na dobrą sprawę przypomniał mi o tym Google xD> robi się upalnie, dojrzewają czerwone porzeczki <uwielbiam ich kwaśny posmaczek :P> z tego powodu życzę Wam udanych wakacji, samych dobrych książek, które weźmiecie ze sobą nad morze, jezioro, do lasu, w góry czy gdziekolwiek się wybierzecie. 🙂

 

2016-06-30 21.08.21